Endometrioza po pięćdziesiątce. Kiedy menopauza nie przynosi ulgi, a wieloletnia walka domaga się wreszcie ukojenia

Obserwuj nas:

Przekroczenie pięćdziesiątego roku życia to czas, w którym powoli zamykasz pewne rozdziały, by z ulgą otworzyć nowe. Dla kobiety, która od dekad żyje w cieniu endometriozy, ta dekada jawiła się przez lata jako medyczna ziemia obiecana. Od swojego pierwszego ginekologa słyszałaś prawdopodobnie, że musisz po prostu dotrwać do menopauzy, bo brak miesiączki oznacza automatyczny koniec choroby. Czekałaś na ten moment z ogromną nadzieją, znosząc kolejne operacje, garście leków i noce nieprzespane z bólu. Kiedy jednak menopauza w końcu nadchodzi, a ból miednicy, problemy z jelitami czy rwący ból krzyża wcale nie ustępują, pojawia się potężne uczucie rozczarowania, zdrady własnego ciała i niezrozumienia ze strony lekarzy. Życie z endometriozą po pięćdziesiątce to zderzenie z systemem, który uważa Cię za „wyleczoną”, podczas gdy Ty wciąż cierpisz. Czas głośno obalić mit zbawiennej menopauzy i wyjaśnić, dlaczego Twoje dolegliwości są jak najbardziej prawdziwe, a Twoje ciało potrzebuje teraz zupełnie innej, niezwykle mądrej opieki.

Brutalny mit menopauzy i ogniska, które żyją własnym życiem

Założenie, że menopauza natychmiast leczy endometriozę, to jeden z najstarszych i najbardziej szkodliwych błędów współczesnej ginekologii. Opiera się on na przekonaniu, że po wygaśnięciu pracy jajników w organizmie brakuje estrogenu, który do tej pory był paliwem dla choroby. Niestety, w przypadku wielu kobiet, szczególnie tych z ciężką, głęboko naciekającą postacią endometriozy, ogniska zapalne zdążyły przez lata wypracować swój własny system przetrwania.

Dzięki obecności specyficznego enzymu, zwanego aromatazą, tkanka endometrialna zlokalizowana na jelitach, więzadłach czy pęcherzu zyskuje zdolność do produkowania własnego, lokalnego estrogenu. Oznacza to, że choroba potrafi sama siebie napędzać, rosnąć i krwawić wewnątrz brzucha, całkowicie ignorując fakt, że Twoje jajniki przeszły już na emeryturę. Dodatkowo u kobiet otyłych tkanka tłuszczowa również produkuje estrogeny (tzw. estron), co dodatkowo stymuluje uśpione ogniska do działania. Dlatego ból, który odczuwasz po menopauzie, nie jest wytworem Twojej wyobraźni ani histerią. To twardy, biologiczny fakt, z którym wciąż trzeba aktywnie walczyć pod okiem wykwalifikowanego specjalisty leczenia endometriozy, a nie zwykłego ginekologa.

Wielki dylemat, czyli hormonalna terapia zastępcza (HTZ)

Pięćdziesiątka to również zderzenie z klasycznymi objawami klimakterium. Uderzenia gorąca, nocne poty, bezsenność, suchość pochwy i rosnące ryzyko osteoporozy potrafią drastycznie obniżyć jakość życia. Najlepszym, uznanym w medycynie rozwiązaniem jest wdrożenie Hormonalnej Terapii Zastępczej (HTZ). Dla pacjentki z historią endometriozy jest to jednak stąpanie po bardzo kruchym lodzie.

Podanie samego estrogenu w celu złagodzenia uderzeń gorąca to jak dolanie benzyny do tlącego się ogniska – może to doprowadzić do nagłego, potężnego nawrotu choroby, a w skrajnych przypadkach nawet zwiększyć ryzyko transformacji nowotworowej pozostawionych ognisk. Nie oznacza to jednak, że jesteś skazana na cierpienie z powodu menopauzy. Złotym standardem u pacjentek po pięćdziesiątce z historią endometriozy (nawet tych, które przeszły histerektomię) jest stosowanie terapii złożonej. Oznacza to, że lekarz musi przepisać Ci estrogen w ścisłym, odpowiednio dobranym połączeniu z progestagenem, który będzie pełnił rolę hamulca, chroniąc tkanki przed niekontrolowanym wzrostem. To skomplikowana żonglerka hormonami, która wymaga wiedzy i doświadczenia Twojego lekarza prowadzącego.

Pamiątki po wojnie. Zrosty i zmęczony układ nerwowy

Bardzo często zdarza się tak, że u kobiet po pięćdziesiątce endometrioza faktycznie ulega wyciszeniu. Ogniska przestają być aktywne, nie krwawią i nie tworzą nowych stanów zapalnych. Skąd zatem bierze się ten okropny, ciągnący ból w miednicy? Odpowiedzią są blizny i zrosty. Wyobraź sobie, że Twój brzuch to plac bitwy, na którym wojna toczyła się przez trzydzieści lat. Pożar wprawdzie wygasł, ale zostawił po sobie spalone, posklejane struktury.

Grube pasma tkanki łącznej (zrosty) potrafią zacementować jajniki, skleić jelita ze ścianą macicy czy uwięzić pęcherz moczowy. Kiedy się poruszasz, trawisz jedzenie lub oddajesz mocz, te napięte tkanki ciągną za narządy i nerwy, powodując ból o charakterze mechanicznym. Co więcej, Twój centralny układ nerwowy po dekadach życia w permanentnym cierpieniu jest przebodźcowany (zjawisko sensytyzacji ośrodkowej). Nawet jeśli stan zapalny zniknął, mózg z przyzwyczajenia wciąż wysyła sygnały bólowe. W tej dekadzie kluczowe staje się leczenie następstw choroby. Fizjoterapia uroginekologiczna, terapia wisceralna uwalniająca napięcia w jamie brzusznej oraz wsparcie w poradni leczenia bólu to teraz Twoi najwięksi sprzymierzeńcy.

Mądra czujność zamiast strachu

Kobiety po pięćdziesiątym roku życia z wieloletnią historią endometriozy muszą pamiętać o jeszcze jednym, niezwykle ważnym aspekcie profilaktycznym. Medycyna udowodniła, że przetrwałe, nieusunięte torbiele endometrialne u pacjentek w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym niosą ze sobą nieznacznie podwyższone ryzyko transformacji nowotworowej. Jeśli masz na jajnikach stare torbiele czekoladowe, nie wolno Ci zaprzestać regularnych kontroli u specjalisty pod pretekstem wygaśnięcia miesiączek. Każda nowa zmiana w obrębie miednicy lub nagły powrót dolegliwości bólowych po okresie spokoju wymaga wnikliwej diagnostyki obrazowej, a czasem interwencji chirurgicznej w celu usunięcia niepokojących struktur. Twoje ciało przetrwało niezwykle trudną, wieloletnią batalię. Teraz, po pięćdziesiątce, masz absolutne prawo domagać się komfortu, bezpieczeństwa i mądrej opieki medycznej, która pozwoli Ci cieszyć się drugą połową życia w spokoju, na który tak bardzo zasłużyłaś.

Źródła:

  1. Secasanu, A., et al. (2020). Postmenopausal Endometriosis: A Challenging Clinical Entity. Diagnostics. Ważna publikacja kliniczna, która wprost obala mit menopauzy jako uniwersalnego lekarstwa na endometriozę, opisująca mechanizmy nawrotów oraz specyfikę diagnozowania i operowania pacjentek po pięćdziesiątym roku życia.
  2. Bulun, S. E., et al. (2005). Aromatase in endometriosis and uterine leiomyomata. The Journal of Steroid Biochemistry and Molecular Biology. Przełomowa praca badawcza precyzyjnie wyjaśniająca działanie aromatazy. Autorzy udowadniają na poziomie biochemicznym, że ogniska endometriozy potrafią niezależnie syntezować własny estrogen, napędzając chorobę długo po naturalnym wygaśnięciu pracy jajników.
  3. Gemmell, L. C., et al. (2017). The management of menopause in women with a history of endometriosis: a systematic review. Human Reproduction Update. Przegląd systematyczny skupiający się na dylematach związanych z Hormonalną Terapią Zastępczą (HTZ). Publikacja dostarcza twardych dowodów na to, dlaczego monoterapia estrogenowa jest niebezpieczna i jak bezpiecznie dobierać terapię złożoną u dojrzałych kobiet z historią choroby.
  4. Zanatta, A., et al. (2010). Risk of malignancy in endometriosis. Minerva Ginecologica. Opracowanie onkologiczno-ginekologiczne analizujące związek między pozostawionymi, przetrwałymi torbielami endometrialnymi u pacjentek w wieku pomenopauzalnym a zwiększonym ryzykiem rozwoju specyficznych nowotworów jajnika, podkreślające wagę regularnego monitorowania narządów miednicy.
  5. Stratton, P., & Berkley, K. J. (2011). Chronic pelvic pain and endometriosis: translational evidence of the relationship and implications. Human Reproduction Update. Artykuł wyczerpująco tłumaczący zjawisko utrzymującego się bólu. Badacze wyjaśniają w nim, dlaczego tkanka bliznowata, potężne zrosty narządowe oraz przewlekła sensytyzacja ośrodkowa układu nerwowego generują cierpienie nawet u tych pacjentek, u których ogniska chorobowe uległy już hormonalnemu wygaszeniu.

Marta Pietrzak

Zobacz inne wpisy dotyczące endometriozy